Wyobraźmy sobie futurystyczne targowisko finansowe. Zamiast marmurowych gmachów banków – linijki kodu. Zamiast doradców w garniturach – anonimowe avatary na Discordzie. Zamiast procedur – smart kontrakty działające 24/7. Dla wielu ekonomistów i regulatorów to wciąż egzotyczna ciekawostka albo wręcz zagrożenie. Tymczasem społeczności związane ze zdecentralizowanymi finansami (DeFi) mówią o rewolucji, która zmienia to, czym w ogóle są „finanse” i „innowacja”.
W tym napięciu porusza się prof. ALK dr hab. Paweł Krzyworzeka w artykule When mainstream measures fail: an ethnographic approach to ‘Innovativeness’ in rejected arenas, opublikowanym w czasopiśmie „Innovation: The European Journal of Social Science Research”. To mocny głos w dyskusji o tym, dlaczego nasze standardowe miary innowacyjności zaczynają się kruszyć tam, gdzie świat głównego nurtu zderza się z „odrzuconymi arenami” – takimi jak właśnie DeFi.
Przez lata przyzwyczailiśmy się, że innowacyjność daje się policzyć: patentami, nakładami na B+R, liczbą zespołów R&D, miejscem w rankingach. Tyle że w praktyce coraz częściej trafiamy na obszary, w których te wskaźniki zawodzą. Z perspektywy instytucji finansowych i regulatorów DeFi bywa opisywane jako bańka czy kasyno. Z perspektywy uczestników – jako poligon, na którym powstają nowe formy współpracy, zarządzania i inwestowania.
Prof. Krzyworzeka pokazuje, że w takich miejscach klasyczne miary innowacji po prostu „nie łapią sygnału”. Skupiają się na tym, co zewnętrzni obserwatorzy uznają za wartościowe: stabilności, skali, zgodności z regulacjami. Tymczasem dla uczestników DeFi kluczowe mogą być zupełnie inne rzeczy: stopień decentralizacji, niezależność od instytucji, otwartość kodu, możliwość wejścia do systemu z dowolnego miejsca na świecie. To trochę tak, jakby oceniać jazz według kryteriów orkiestry symfonicznej – technicznie się da, ale sens gatunku wymyka się z kadru.
Odrzucone areny i inne kosmologie innowacji
Autor proponuje, by takie miejsca nazywać „odrzuconymi arenami” – obszarami, gdzie innowacje są rozwijane, lecz z różnych powodów nie są traktowane poważnie przez główny nurt. DeFi jest tu szczególnie wyrazistym przykładem. To środowisko pełne zamieszania, spektakularnych upadków i spekulacyjnych baniek, ale jednocześnie miejsce, w którym testuje się w praktyce idee, o których tradycyjne finanse mówią od lat, wdrażając je bardzo ostrożnie: automatyzację zaufania, programowalne pieniądze, globalne usługi bez pośredników.
W takich arenach ścierają się dwa światy. Zewnętrzny mówi: „to nie spełnia naszych kryteriów sukcesu, więc nie jest prawdziwą innowacją”. Wewnętrzny odpowiada: „właśnie dlatego, że odrzucamy wasze kryteria, możemy budować coś nowego”. Stawką nie są tylko narzędzia czy technologie, ale cały system znaczeń.
Jednym z ciekawszych wątków artykułu jest propozycja, by na innowacje patrzeć jak na „kosmologie” – światy znaczeń i założeń, w których ludzie funkcjonują. W DeFi taką kosmologię współtworzą hasła o suwerenności finansowej, nieufności wobec tradycyjnych instytucji, przekonanie, że kod może przejąć część roli prawa i urzędników. Jeśli badacz zignoruje tę wewnętrzną logikę, zobaczy tylko chaotyczny zlepek aplikacji i tokenów. Jeśli potraktuje ją poważnie, dostrzeże próbę zbudowania alternatywnego systemu wartości, w którym transparentność liczy się bardziej niż wygoda, a samodzielne zarządzanie środkami – bardziej niż opieka banku centralnego.
Etnografia jako radar dla ukrytych innowacji
Z tego wynika kolejny krok: żeby rzetelnie badać takie zjawiska, potrzebne są inne narzędzia niż same statystyki i raporty. Prof. Krzyworzeka sięga po perspektywę etnograficzną, znaną z antropologii. Etnograf nie zaczyna od tabeli w Excelu, lecz od obecności: śledzi dyskusje społeczności, uczestniczy w wydarzeniach, rozmawia z ludźmi, próbuje zrozumieć ich język, żarty, konflikty. Zadaje pytania nie tylko o zysk, ale o sens: dlaczego to jest dla was ważne, co wam to daje poza pieniędzmi. To powrót do podstawowego gestu nauk społecznych – zanim coś ocenimy, spróbujmy zobaczyć świat oczami tych, którzy w nim żyją.
W kontekście DeFi takie podejście pozwala odróżnić projekty będące czystą spekulacją od tych, które w oczach społeczności naprawdę rozwiązują konkretne problemy: ułatwiają transfery międzynarodowe, dają dostęp do usług finansowych osobom spoza głównych centrów, tworzą nowe formy współdecydowania o wspólnych zasobach.
Choć artykuł koncentruje się na zdecentralizowanych finansach, jego przesłanie sięga dużo dalej. „Odrzucone areny” można znaleźć także w alternatywnych scenach technologicznych, oddolnych ruchach miejskich czy nieformalnych sieciach współpracy. Tam również powstaje nowość, która nie zawsze mieści się w definicjach innowacji używanych przez ministerstwa, korporacje czy instytuty badawcze.
Praca prof. Pawła Krzyworzeki jest więc zaproszeniem do poszerzenia pola widzenia. Jeśli poważnie myślimy o „gospodarce opartej na innowacjach”, nie możemy patrzeć wyłącznie na kilka znanych sektorów i metropolii. Czasem najbardziej interesujące eksperymenty toczą się na obrzeżach – w miejscach, które z punktu widzenia głównego nurtu wyglądają podejrzanie lub niepoważnie. Zamiast odruchowo nazywać je szumem, warto sprawdzić, czy nie są sygnałem z innego, jeszcze nieopisanego porządku.
Artykuł opublikowany w „Innovation” można czytać jako lekcję naukowej pokory. Zamiast wierzyć, że dysponujemy uniwersalnymi miarami innowacyjności, lepiej traktować je jako jedno z wielu możliwych narzędzi. I dopuścić myśl, że inaczej rozumiana innowacja może rodzić się właśnie tam, gdzie dziś widzimy tylko „odrzucone areny”.