Treść wykładu graduacyjnego Sędziego Sądu Okręgowego Igora Tuleyi, wygłoszonego 23 listopada 2025 r. w Akademii Leona Koźmińskiego.
Szanowni Państwo,
Zastanawiałem się, dlaczego akurat mnie poproszono o wygłoszenie przemówienia. Może dlatego, że nic tak nie elektryzuje młodych prawników jak perspektywa wysłuchania człowieka, który spotkał dementorów tyle razy, że zaklęcie Patronusa zna na pamięć, a czekolada stanowi podstawę jego menu.
Kiedy kończyłem studia, byłem pewny, że prawo jest logiczne, świat rozsądny, a ludzie są generalnie przewidywalni. To była bardzo piękna, ale krótkotrwała iluzja. Życie bardzo szybko weryfikuje wszystkie nasze pewności. Wchodząc do zawodu myśli się, że sprawiedliwość to po prostu kwestia zasad. Że prawda obroni się sama. A potem przychodzi rzeczywistość i pokazuje, że prawo, które uczyliście się traktować jak kompas, czasem gubi północ. Że słuszne decyzje bywają najtrudniejsze do obrony. I że sprawiedliwość, choć zawsze warto o nią walczyć, nie zawsze przychodzi wtedy, gdy jej się najbardziej potrzebuje. Ale to właśnie wtedy zaczyna się prawdziwe prawo.
Nie to z ustaw, nie to z kodeksów, tylko to z wnętrza człowieka. Bo prawo to nie zbiór przepisów. To wybory, które mają wagę. To moment, w którym stoicie sami, a wszystko w was krzyczy „zrób coś łatwiejszego”. I jednak mówicie „nie mogę”. To wtedy stajecie się prawnikami. Nie wtedy, gdy ktoś Was powołuje. Nie wtedy, gdy założycie togę. Tylko wtedy, gdy wybieracie przyzwoitość, mimo że to kosztuje.
W tym miejscu chciałbym zacytować pisarkę J.K Rowling: „Nadejdzie czas, w którym będziecie musieli wybierać między tym, co słuszne, a tym, co łatwe”. Profesor Dumbledore wypowiada te słowa do Harry'ego Pottera. Mają one uniwersalne przesłanie. Przypominają, że odwaga moralna rzadko bywa wygodna. Z prawem jest podobnie. Uczy pokory - wobec człowieka, wobec błędu, wobec bezsilności. Ale daje coś większego niż tytuł. Daje siłę, która nie bierze się z władzy, tylko z przekonania, że nie wolno się odwracać. Czasem zostaje się przez to samemu. Czasem bez wsparcia, bez zrozumienia, bez oklasków. Ale jeśli się nie cofnie, jeśli się nie zdradzi samego siebie, to nawet w ciszy można wygrać coś, czego nikt nam nie odbierze.
Wybraliście zawód, w którym nie będzie łatwo. Będziecie działać w świecie, w którym prawo bywa traktowane instrumentalnie. Gdzie presja, interesy i pozory potrafią zagłuszyć sens. Ale sens nigdy nie ginie całkowicie. Czasem po prostu trzeba go sobie przypominać - codziennie, po trochu, swoim zachowaniem, swoim tonem, swoim stanowczym „nie”. Bo „nigdy” w życiu prawnika nie istnieje. W naszym zawodzie bezsilność bywa chlebem powszednim, ale rezygnacja jest już wyborem. Tak, bywamy bezsilni, ale nigdy nie jesteśmy bezbronni. Możecie nie wiedzieć, jak wygrać sprawę, ale zawsze pamiętajcie, jak nie zdradzić siebie. I to wystarczy, żeby przejść przez większość burz, bo nawet za najciemniejszymi chmurami jest słońce, a po najdłuższej nocy zawsze wstanie dzień. Będą jednak momenty, kiedy zwątpicie. Kiedy pomyślicie, że uczciwość to naiwność. Że odwaga to błąd. Że to wszystko i tak nie ma znaczenia. Ale właśnie wtedy musicie pamiętać, że ma. Bo sens prawa jest głębszy niż ludzkie decyzje. Jest sumieniem tego świata. I dziś to wy stajecie się jego głosem. To wy będziecie tworzyć obraz współczesnej praworządności. Nie ja, nie wasi profesorowie, nie politycy. Wy. Od tego, jak będziecie myśleć, jak będziecie słuchać i patrzeć na człowieka będzie zależało, czy ludzie będą ufać wymiarowi sprawiedliwości, czy się go bać. Czy prawo w Polsce będzie żyło w salach sądowych, czy tylko w podręcznikach.
Pamiętajcie, że praworządność to nie instytucja. To odruch serca. To sposób, w jaki trzymacie się prawdy, nawet gdy nikogo to już nie obchodzi.
I tu pojawia się pytanie – czym właściwie jest prawda? Prawda to lustro, w które patrzy się po ciężkim dniu. Bez wymazywania faktów. Bez dopasowywania świata realnego do cudzych oczekiwań. Ale przede wszystkim bez wstydu. Ale prawda potrzebuje jeszcze jednego – ochrony przed tymi, którzy chcieliby ją za nas kształtować, naginać. Dlatego potrzebujemy niezależnych sądów. To one są gwarancją, że prawda nie stanie się narzędziem, tylko fundamentem wolności. Nie można być wolnym trochę. Albo jesteśmy wolni, albo jesteśmy niewolnikami. Atak na sądy jest więc zamachem na wolność każdego z nas. Ale dopóki walczymy – jesteśmy zwycięzcami. Nie można kalkulować. Nie można się cofać. Nie można się bać. Bo wolność zaczyna się tam, gdzie kończy się strach.
I niezależnie od tego, jaki kolor żabotu wybierzecie - czy będziecie sędziami, prokuratorami, adwokatami, radcami - wszyscy staniecie się częścią jednej opowieści o tym, czy w Polsce prawo wciąż ma znaczenie.
Niech wasze prawo nie będzie tylko formułą, suchym przepisem. Niech będzie człowiekiem. Niech pachnie wysiłkiem, empatią, refleksją. Niech będzie odruchem jak wdech, jak podanie ręki, jak słowo „nie” wypowiedziane wtedy, gdy inni wolą milczeć. Bo sprawiedliwość nie dzieje się sama. Nie rodzi się w kodeksach. Rodzi się w człowieku. Dzisiaj rodzi się w Was.
Będziecie mieli wątpliwości. To dobrze. Bo kto wątpi, ten myśli. A kto myśli, ten jest w stanie rozumieć. Ale nie pozwólcie, żeby zwątpienie przerodziło się w obojętność. Bo obojętność zabija prawo szybciej niż jakakolwiek władza.
A skoro zacząłem od magii - pozwólcie, że do niej wrócę. W swojej drodze nie możecie być mugolami. Dziadersami – pozbawionymi mocy, nie mającymi żadnej wiedzy na temat istnienia magicznego świata. Nie bądźcie tymi, którzy są obojętni, znudzeni, nie ciekawi życia. Tym bardziej nie możecie być dementorami. Stworzeniami z uniwersum Harry'ego Pottera, które fałszywym pocałunkiem wysysają z ludzi szczęście i pozytywne uczucia.
Widziałem, jak łatwo zniszczyć czyjąś reputację jednym tytułem w gazecie. Widziałem, jak trudno odbudować wiarę w instytucje. Ale widziałem też, że jeden człowiek, który się nie boi, może przywrócić wiarę tysiącom. Dlatego nie bójcie się być tym jednym człowiekiem. Pozwólcie, że pokażę wam zdjęcie: Hamburg, 13 czerwca 1936 r. Setki ludzi. Krzyczą „Sieg Heil”. Wznoszą ku górze wyprostowane prawe ręce. Rozfanatyzowane społeczeństwo. Otumanione zbrodniczą ideologią. I ten jeden człowiek - August Landmesser. Samotny pośród tłumu, z zaciśniętymi ustami i rękoma skrzyżowanymi na piersi. On czuje, on wie, że to na co patrzy, nie jest w porządku. To zmienia wszystko.
Nie bójcie się być tym głosem, który mówi „to nie w porządku”. Bo prawo nie potrzebuje oportunistów, ale ludzi, którzy nie mają tóg podszytych strachem. Każdy wasz podpis, każde zdanie, każda decyzja to cegła w budynku, który nazywa się sprawiedliwością. To wy będziecie jego architektami. Może to zabrzmi dziwnie, ale w tym zawodzie jest też coś niezwykle magicznego. Codziennie można zacząć od nowa. Codziennie można wybrać, kim się jest dla prawa - czynownikiem czy człowiekiem.
A jeśli czasem stracicie wiarę - a stracicie - przypomnijcie sobie, że przyszliście tu nie po tytuł. Nie po władzę. Ale po sens. Po to, by choć w jednym ludzkim życiu zrobić różnicę. Niech więc to prawo, które dziś symbolicznie bierzecie w swoje ręce, nie stanie się tarczą, za którą się chowacie, ale tarczą, którą chronicie innych, światłem, które niesiecie dalej. Pomimo tego, że odwaga jest cichsza niż krzyk, a sprawiedliwość trudniejsza niż kompromis.
Prawo jest zawsze sprawiedliwe, choć wyroki nie zawsze satysfakcjonują. Bo sprawiedliwość nie polega na tym, by ktoś wygrał, ale by każdy miał poczucie, że gra toczy się uczciwie. To jest wasza rola. Nie bronić systemu. Chronić sens.
Niektórzy stwierdzą, że to co mówię to krindż. Banały. Łzawe truizmy. Wzruszą ramionami. Tak, to bardzo proste. Ale jak mówić o zasadach? Coś jest dobre - coś jest złe. Coś jest białe - coś jest czarne. Dlatego tylko powtórzę: wartości trzeba bronić. W ich obronie warto zapłacić każdą cenę. Nawet, gdybyście w tej walce mieli być osamotnieni. Dlaczego ja? Dlaczego Ty? To nieistotne. Nie trzeba oglądać się na innych. Lepiej być niewinnym czarodziejem. Może to infantylnie, ale lepiej być tym, który wierzy. Wierzy, że o wartości należy walczyć niż tym, który je niszczy. Pamiętajcie: to niewinni czarodzieje zmieniają świat.
I na koniec przytoczę mądre słowa Władysława Bartoszewskiego:
„Ktoś to przecież powinien zrobić. Ktoś powinien reagować. Ktoś powinien się przeciwstawić. Ktoś powinien protestować. I ja sobie też zadawałem takie pytania. I znajdowałem odpowiedź: jeżeli ktoś - to dlaczego nie ja?”.
Mam nadzieję, że dziś wyjdziecie stąd nie z iluzją, że będzie łatwo, ale z wiarą, że warto. Bo dopóki będą tacy ludzie jak wy, prawo w Polsce będzie miało twarz człowieka.
Sędzia Sądu Okręgowego Igor Tuleya