Zajęci, ale nieskuteczni. Dlaczego multitasking niszczy koncentrację?

Ciągłe przeskakiwanie między mailami, spotkaniami, komunikatorami i zadaniami strategicznymi daje poczucie intensywnej pracy. Ale badania pokazują, że to często nie efektywność, lecz koszt poznawczy w przebraniu produktywności.

Wielu pracowników zna ten scenariusz bardzo dobrze. Rano pojawia się ambitny plan – dziś wreszcie uda się domknąć ważny raport, przygotować prezentację, podjąć kilka istotnych decyzji. Po godzinie rzeczywistość wygląda już jednak inaczej. Kilka maili, liczne komunikaty na Team, szybka odpowiedź na telefon, poprawka w tabeli, zaproszenie na spotkanie, krótki komentarz do dokumentu. Dzień mija w ruchu, kalendarz wygląda imponująco, a najważniejsze zadanie nadal czeka.

To właśnie paradoks task switchingu. Można być bardzo zajętym i jednocześnie mało skutecznym.

„Ciągłe przełączanie się między zadaniami to nie jest oznaka nowoczesnej efektywności, tylko bardzo drogi koszt poznawczy. To trochę tak, jakby ktoś co pięć minut kazał nam wysiadać z jednego pociągu i wsiadać do drugiego, a potem dziwił się, że nie dojechaliśmy na czas” – wyjaśnia prof. Anna Baczyńska z Akademii Leona Koźmińskiego.

Mózg nie działa jak przeglądarka z dziesięcioma kartami

W języku codziennej pracy multitasking brzmi atrakcyjnie. Sugeruje sprawczość, szybkość i elastyczność. Problem w tym, że mózg nie wykonuje kilku wymagających poznawczo zadań naraz. On się między nimi przełącza. A każde takie przełączenie kosztuje.

Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne, opisując badania Davida E. Meyera, Joshuy S. Rubinsteina i Jeffreya E. Evansa, wskazuje, że zmiana zadań zabiera czas, obniża płynność działania i zwiększa ryzyko błędów. W skrajnych przypadkach częste przełączanie się może pochłaniać nawet do 40 proc. produktywnego czasu.

Na poziomie jednostki oznacza to frustrację. Na poziomie organizacji – realne straty. Pracownik może przez cały dzień odpowiadać, reagować i „być dostępny”, ale nie dowozić pracy, która wymaga skupienia, analizy i decyzji.

Największy koszt jest niewidoczny

Task switching nie polega tylko na tym, że człowiek na chwilę odrywa się od zadania. Problem jest głębszy. Po każdej przerwie mózg musi odtworzyć kontekst: przypomnieć sobie, co było celem, gdzie zakończono pracę, jakie były założenia i co miało być kolejnym krokiem.

Sophie Leroy opisała to zjawisko jako attention residue, czyli „resztkową uwagę”. Kiedy jedno zadanie zostaje przerwane, a zaczyna się kolejne, część koncentracji zostaje przy poprzedniej sprawie. Formalnie pracownik jest już na spotkaniu online, ale mentalnie nadal pozostaje przy niedokończonym mailu, trudnej decyzji albo raporcie, którego nie zdążył zamknąć. To tłumaczy, dlaczego po serii przerwań tak trudno wrócić na pełne obroty. Mózg nie ma przycisku „zamknij wszystko i zacznij od nowa”.

Liderzy są szczególnie narażeni

Problem przełączania się między zadaniami dotyczy wszystkich pracowników, ale szczególnie mocno uderza w liderów. Współczesne zarządzanie nagradza responsywność. Lider ma być dostępny, szybko odpowiadać, podejmować decyzje, być na bieżąco, uczestniczyć w spotkaniach i jednocześnie myśleć strategicznie. To zestaw oczekiwań, który sam w sobie produkuje chaos poznawczy.

Jeśli dzień lidera składa się głównie z reagowania, bardzo łatwo pomylić tempo z kierunkiem. Organizacja może mieć świetny czas odpowiedzi i słaby czas realizacji. Może szybko obsługiwać komunikaty, ale wolno rozwiązywać najważniejsze problemy. Może tworzyć kulturę natychmiastowej reakcji, w której nie ma przestrzeni na myślenie.

„Jeśli wszystko jest pilne, to zwykle nic nie jest naprawdę ważne. A firma, w której każdy wszystkim odpisuje natychmiast, może mieć świetny czas reakcji i bardzo słaby czas realizacji” - podkreśla ekspertka Akademii Leona Koźmińskiego.

Nie zawsze przeszkadzają inni. Czasem źródłem przerwań jest sam sposób pracy

Przerwania nie zawsze przychodzą z zewnątrz. Nie zawsze winny jest szef, klient, współpracownik albo komunikator. Często to sami pracownicy inicjują zmianę zadania. Badania Glorii Mark z University of California, Irvine pokazują, że praca cyfrowa sprzyja przerwom, napięciu i częstemu przeskakiwaniu między aktywnościami. Jej badania nad przerwaną pracą wskazują, że ludzie po przerwaniu często pracują szybciej, ale większym kosztem stresu i obciążenia.

Dlaczego sami przerywamy własną pracę? Bo trudne zadanie bywa niewygodne. Wymaga wysiłku, nie daje natychmiastowej nagrody, zmusza do myślenia. Wtedy pojawia się pokusa: tylko sprawdzę maila, tylko zerknę na telefon, tylko szybko coś odpiszę. Z tych wszystkich „tylko” robi się pół dnia. Task switching bywa więc formą cichego autosabotażu. Nie spektakularnego, lecz bardzo codziennego. Elegancko ubranego w pozory produktywności.

Co można zrobić? Nie wystarczy powiedzieć: lepiej się zorganizuj

Rozwiązaniem nie jest dłuższa praca ani większa liczba aplikacji do zarządzania czasem. Potrzebne są zasady, które chronią uwagę – indywidualnie i organizacyjnie.

Pierwsza zasada to blokowanie czasu na pracę głęboką. Nie tylko spotkania powinny mieć miejsce w kalendarzu. Tak samo powinny być chronione bloki na myślenie strategiczne, analizę, pisanie, przygotowanie decyzji czy pracę koncepcyjną. Jeśli kalendarz chroni wyłącznie spotkania, cała reszta pracy zostaje zepchnięta w przerwy.

Druga zasada to grupowanie podobnych zadań. Maile, decyzje administracyjne, komentarze do dokumentów czy szybkie konsultacje warto obsługiwać w blokach. Dzięki temu mózg zostaje dłużej w jednym trybie poznawczym i nie musi co kilka minut odbudowywać kontekstu.

Trzecia zasada to rytuały wejścia w skupienie. Wyłączenie powiadomień, pięciominutowe zaplanowanie pracy, zapisanie celu sesji, praca w sprintach 60-90 minut – to proste praktyki, ale ich siła polega na powtarzalności. Mózg uczy się, że w danym czasie nie reaguje na wszystko, tylko wykonuje jedną ważną rzecz.

To nie jest problem słabej silnej woli. To problem systemu pracy

Produktywność nie zależy wyłącznie od motywacji pracownika. Zależy też od środowiska, w którym pracuje. Jeśli firma jednocześnie oczekuje koncentracji, innowacyjności i natychmiastowych odpowiedzi na każdy komunikat, sama tworzy warunki do przeciążenia. Dlatego warto pytać nie tylko o to, jak pracownik zarządza swoim czasem, ale równie ważne pytanie stawiać w kontekście zarządzania uwagą ludzi przez organizację.

Wszystko dlatego, że uwaga staje się dziś jednym z najcenniejszych zasobów w pracy. Nie da się jej skalować bez końca. Można ją inwestować albo rozpraszać. A od tego wyboru coraz częściej zależy nie tylko komfort pracy, lecz także jakość decyzji, tempo realizacji projektów i odporność organizacji na chaos. Dziś wielu pracowników nie pracuje za mało. Oni pracują w zbyt wielu kontekstach naraz.

Czytaj także