Wykład Sędziego Sądu Okręgowego w Warszawie Igora Tuleyi – wykładowcy Akademii Leona Koźmińskiego w Katedrze Prawa Karnego, wygłoszony podczas zakończenia II edycji Programu Talentowego dla najbardziej uzdolnionych studentek i studentów Akademii Leona Koźmińskiego
Szanowna Pani Rektor, Mentorki i Mentorzy, Drodzy Stypendyści;
każde pokolenie staje przed tym samym, fundamentalnym zadaniem. Otrzymujemy świat w depozyt – na krótką chwilę – a potem przychodzi czas, by ustąpić miejsca kolejnym.
I jedyna miara naszego sukcesu, jedyny prawdziwy sprawdzian naszej obecności tutaj, kryje się w prostej odpowiedzi: czy zostawiamy ten świat choć odrobinę lepszym, czy gorszym, niż go zastaliśmy?
Kiedy jesteśmy młodzi, nasz wzrok naturalnie sięga horyzontu. Widzimy przyszłość przez pryzmat własnych, wielkich planów, osobistych ambicji, karier, które zbudujemy, i stanowisk, które kiedyś obejmiemy.
To piękny i potrzebny czas.
Ale z biegiem lat ta perspektywa się zmienia. Zaczynamy dostrzegać, że wielkości człowieka nie mierzy się wysokością szczytu, na który miał odwagę się wspiąć.
Mierzy się tym, komu podał rękę, by wejść tam razem z nim.
Często uczy się nas, że odwaga to cecha ludzi wolnych od strachu. Że to domena tych, którzy nie znają wahań.
To nieprawda.
Każdy z nas czuje lęk.
Boją się przedsiębiorcy ryzykujący swój kapitał.
Boją się menedżerowie podejmujący kluczowe decyzje.
Boją się sędziowie, na których ciąży odpowiedzialność za ludzki los.
I boją się studenci, którzy dziś, na tej sali, stoją u progu dorosłego życia.
Sam doskonale znam ten paraliżujący ucisk w żołądku. Znam chwile, gdy cena za własne przekonania wydawała się zbyt wysoka.
Jednak w naturze strachu kryje się pewien głęboki paradoks.
Prawdziwa odwaga nie rodzi się z braku lęku, ale z uświadomienia sobie, że istnieją rzeczy o wiele ważniejsze niż sam strach.
Rodzi się wtedy, gdy podejmujemy jedną fundamentalną decyzję, że bez względu na okoliczności, bez względu na wszystko pozostaniemy przyzwoici.
I w tym momencie dzieje się coś niezwykłego.
Ten największy, paraliżujący lęk nagle traci swoją władzę.
Człowiek przestaje bać się tego, co mogą mu odebrać: stanowiska, prestiżu, pieniędzy.
Przestaje się bać, ponieważ rozumie, że najgorszą rzeczą, jaka może go spotkać, nie jest utrata funkcji czy wpływów.
Najgorsze jest spojrzeć rano w lustro i nie rozpoznać własnej twarzy.
Przyzwoitość daje człowiekowi wolność.
Daje wewnętrzną suwerenność, której nikt nie jest w stanie odebrać.
I to właśnie z tej wolności rodzą się prawdziwi liderzy.
Nie na eksponowanych stanowiskach.
Nie za drzwiami gabinetów prezesów.
Lider to ktoś, w którego obecności inni ludzie stają się lepsi i odważniejsi.
Łatwo jest zarządzać ludźmi za pomocą siły.
Można też dyktować warunki dzięki pieniądzom.
Ale inspirować można wyłącznie własnym przykładem.
A przykład buduje się nie w wielkich chwilach.
Buduje się codziennie.
W małych decyzjach.
W krótkim „tak”.
W trudnym „nie”.
W odmowie uczestniczenia w czymś, co jest nieuczciwe.
W gotowości poniesienia konsekwencji własnych wyborów.
Ludzie rzadko pamiętają nasze manifesty i płomienne przemówienia.
Ale z niezwykłą precyzją zapamiętują to, jak żyliśmy.
Robert Kennedy powiedział kiedyś, że za każdym razem, gdy człowiek staje w obronie swojego ideału albo sprzeciwia się niesprawiedliwości, wysyła w świat małą falę nadziei. A miliony takich małych fal tworzą prąd zdolny skruszyć najpotężniejsze mury ucisku.
Myślę, że nie ma piękniejszej definicji odwagi.
Bo odwaga rzadko wygląda spektakularnie.
Najczęściej jest cicha.
Jest decyzją podjętą w samotności.
Jest podpisem, którego nie złożyliśmy.
Słowem, którego nie baliśmy się wypowiedzieć.
Milczeniem, na które się nie zgodziliśmy.
Istnieje stare, mądre powiedzenie, że las sadzi się dla tych, których nigdy osobiście się nie spotka.
Dokładnie na tym polega dojrzała odpowiedzialność.
Nie na budowaniu pomników własnego sukcesu.
Ale na sadzeniu drzew, w cieniu których schronienie znajdą następne pokolenia.
Być może nigdy nie podacie ręki człowiekowi, który dzięki waszej uczciwości nie stracił wiary w instytucje własnego państwa.
Być może nigdy nie dowiecie się o młodej dziewczynie, która uwierzyła we własne możliwości, bo zobaczyła kobietę z odwagą i klasą zarządzającą wielką organizacją.
Być może żaden przedsiębiorca nie przyjdzie podziękować wam za to, że gdy odmówił nieuczciwości, miał w pamięci waszą wspólną pracę i lekcję, że sukces odarty z wartości jest w gruncie rzeczy porażką.
Ich twarze mogą pozostać dla was anonimowe.
Ale wasz ślad w ich życiu będzie całkowicie realny.
Bo prawdziwy wpływ bardzo często pozostaje niewidzialny.
W życiu każdego z was nadejdzie moment weryfikacji.
Dzień, w którym przyjdzie zapłacić rachunek za ideały z uniwersyteckich książek.
A ten rachunek bywa wysoki.
Płaci się za niego świętym spokojem.
Obiecującą karierą.
Lecz, gdy do głosu dochodzi odwaga i charakter.
Dzieje się wtedy coś jeszcze.
Wasza odwaga przestaje należeć tylko do was.
Staje się odwagą innych ludzi.
Bo odwaga jest zaraźliwa.
Za każdym razem, gdy jeden człowiek wybiera przyzwoitość zamiast wygody, ktoś obok zaczyna wierzyć, że on również może tak postąpić.
Tak rodzi się zaufanie.
Tak buduje się wspólnota.
Tak buduje się państwo.
Za trzydzieści czy czterdzieści lat nikt na tej sali nie będzie pamiętał waszych średnich ocen.
Niewielu będzie pamiętało wysokość waszych premii.
Większość zapomni tytuły na waszych wizytówkach.
Ale ktoś będzie pamiętał, że w chwili próby, gdy powietrze było gęste od strachu, wy stanęliście po właściwej stronie.
Że można było na was polegać.
Że nie zabrakło wam odwagi, by pozostać ludźmi przyzwoitymi.
I całkiem możliwe, że ten ktoś, gdy sam znajdzie się pod ścianą i przyjdzie mu dokonać dramatycznego wyboru, przypomni sobie właśnie was.
I dzięki wam wybierze właściwie.
Arystoteles powiedział: „na igrzyskach olimpijskich nie zwyciężają najpiękniejsi ani najsilniejsi, lecz ci, którzy stają do zawodów”.
Tak przekazuje się odwagę.
Nie poprzez wielkie gesty, o których pisze się w podręcznikach historii.
Ale poprzez cichy, codzienny przykład, który przechodzi z człowieka na człowieka, z pokolenia na pokolenie.
Bo tego świata nie zmieniają ci, którzy najgłośniej mówią o wartościach.
Zmieniają go ci, którzy walcząc umieją być ciszą. Ci, którzy swoim życiem sprawiają, że inni zaczynają wierzyć, iż wartości naprawdę istnieją.
I to jest dla mnie jedyna, prawdziwa definicja lidera.
To człowiek, który odchodząc, zostawia po sobie nie tylko zamknięte projekty i zawodowe sukcesy.
Przede wszystkim zostawia ludzi odważniejszych niż byli przed spotkaniem z nim.
A jeśli uda wam się sprawić, że choć jedna osoba dzięki wam wybierze odwagę zamiast wygody, uczciwość zamiast konformizmu i odpowiedzialność zamiast milczenia, będzie to sukces większy niż jakikolwiek tytuł czy stanowisko.
Bo właśnie w ten sposób jedno pokolenie zmienia los następnego.
24 czerwca 2026 r. - Akademia Leona Koźmińskiego