O czym się nie mówi? Macierzyństwo i ojcostwo to ignorowane elementy rozwoju w akademii

Dr Zuzanna Staniszewska, adiunkt w Katedrze Zarządzania bada wraz ze swoim zespołem - dr Frederike Scholz (University of Applied Sciences Utrecht), dr Joanną Szulc (Politechnika Gdańska) i prof. Mortenem Huse (BI Norwegian Business School) - rodzicielstwo w akademii. Podważa stereotypy dotyczące łączenia rodzicielstwa z karierą naukową, wskazuje pomijane głosy, a także korzyści płynące z rodzicielstwa dla rodziców-naukowców.

 

Wychodząc poza dominujące schematy interpretacyjne, takie jak „kara za macierzyństwo” (motherhood penalty) czy „premia za ojcostwo” (fatherhood bonus), przyjrzeliśmy się doświadczeniu rodzicielstwa jako procesowi, który ewoluuje w czasie i zmienia relację człowieka z pracą oraz uczelnią jako instytucją. W debacie dotyczącej łączenia kariery naukowej z rodzicielstwem wciąż niedostatecznie wybrzmiewa głos mężczyzn oraz osób, które świadomie zdecydowały się nie mieć dzieci. Bez włączenia tych doświadczeń obraz pozostaje niepełny, a reprodukowane schematy zbyt jednowymiarowe.

Wskaźniki dzietności w większości krajów Unii Europejskiej pozostają znacząco poniżej poziomu zastępowalności pokoleń. To problem nie tylko dla systemów emerytalnych czy rynku pracy, ale wyzwanie także dla instytucji takich, jak uniwersytety.

Akademia potrzebuje ludzi, którzy będą przez dekady prowadzić badania, uczyć kolejne pokolenia i budować naukowe wspólnoty. Jednak ten model kariery wciąż opiera się na założeniu nieprzerwanej dostępności, mobilności i maksymalnej produktywności. To oznacza, że rodzicielstwo nie jest wpisane w trajektorię kariery, pojawia się raczej jako zakłócenie ciągłości, które trzeba „zminimalizować”, aby nie wytracić tempa.

Choć akademia uczy kolejne pokolenia, poszerza wiedzę o nierównościach, zrównoważonym rozwoju i odpowiedzialności międzypokoleniowej, nie zawsze potrafi konsekwentnie wcielać te wartości na własnym podwórku.

W szerszej perspektywie organizacja opieki nad dziećmi to wypadkowa regulacji prawnych, rozwiązań instytucjonalnych i utrwalonych norm kulturowych. Jeżeli system ten domyślnie opiera się na założeniu kobiecej odpowiedzialności za opiekę, nawet najbardziej progresywne deklaracje instytucji mają ograniczoną sprawczość. Przykładowo, w Polsce system urlopów formalnie dopuszcza udział ojców, jednak jego konstrukcja odtwarza tradycyjny podział ról: matka ma do dyspozycji 20 tygodni urlopu macierzyńskiego (z czego 14 tygodni jest jej obligatoryjnie przypisane), następnie 32 tygodnie urlopu rodzicielskiego, który może, lecz nie musi, dzielić z ojcem. Dodatkowo ojciec dysponuje niezależnym, dwutygodniowym urlopem ojcowskim. W praktyce oznacza to, że ciężar przerwy zawodowej dalej spoczywa przede wszystkim na kobietach, a deklarowana „neutralność” i „równość” systemu nie przekładają się na faktyczną symetrię.

  • Kara za macierzyństwo odnosi się do systemowych kosztów macierzyństwa: spowolnienia awansu, obniżenia produktywności, mniejszej widzialności w środowisku. Tymczasem w przeprowadzonych przez nas wywiadach z liderkami akademickimi wyłoniła się bardziej złożona opowieść. Wiele z nich opisywało macierzyństwo jako punkt zwrotny w karierze – moment redefinicji priorytetów, wzmocnienia sprawczości i odwagi w podejmowaniu ambitnych projektów.

Macierzyństwo jest przedstawiane nie jako przeszkoda, lecz jako fundament tożsamości, który przełożył się na sposób uprawiania nauki, zarządzania zespołem i budowania relacji w środowisku akademickim. Wiele kobiet podkreślało, że macierzyństwo nauczyło je wyraźniejszego stawiania granic, bardziej selektywnego angażowania się w projekty oraz pracy w sposób bardziej skoncentrowany i efektywny. Zamiast rozproszonej wielozadaniowości i „nadaktywności” pojawiły się bardziej strategiczne działanie i świadome gospodarowanie własną energią.

W tym sensie macierzyństwo nie jest wyłącznie źródłem kosztów, ale czynnikiem przekształcającym stosunek do pracy w sposób, który może sprzyjać długofalowej karierze. Co ciekawe, część rozmówczyń przyznawała, że przed urodzeniem dziecka poważnie rozważała odejście z akademii. Jednak, paradoksalnie, macierzyństwo odwiodło je od tej decyzji, między innymi dlatego, że sprzyjało odejściu od wcześniejszych perfekcjonistycznych standardów i presji nieustannego udowadniania swojej wartości.  Narodziny dziecka stały się momentem refleksji, ustalenia priorytetów na nowo. Wedle jednej z rozmówczyń: „Gdyby nie dziecko, pewnie bym odeszła. Ono mnie zmusiło, żeby ustawić granice”. Inna dodawała: „Przestałam próbować udowadniać wszystkim, że dam radę”. Zamiast wyjść z systemu postanowiły zmienić sposób funkcjonowania w nim na nowych, zdrowszych zasadach.

  • Z kolei premia za ojcostwo sugeruje, że ojcostwo wzmacnia wizerunek mężczyzny jako stabilnego i odpowiedzialnego naukowca. Nasze badania sugerują jednak, że doświadczenia ojcostwa są znacznie bardziej zróżnicowane i nie mieszczą się w uproszczonym schemacie premii zawodowej.

Mężczyźni konfrontują się z rosnącymi oczekiwaniami dotyczącymi ich zaangażowania w życie rodzinne – faktycznie, wielu naszych rozmówców deklarowało rezygnację z dodatkowych projektów, wyjazdów czy aktywności grantowej, by być obecnym ojcem w domu. Mężczyźni mówili także o braku języka do rozmowy o ojcostwie w akademii oraz o swoich obawach przed zabieraniem głosu w debatach dotyczących rodzicielstwa, by nie zostać oskarżonymi o „mansplaining” czy zawłaszczanie przestrzeni dyskusji kobietom. W wywiadach często powtarzał się motyw ulgi, kiedy mogli wypowiedzieć się z własnej perspektywy: „W końcu ktoś mnie wysłuchał”.

Co istotne, mężczyźni częściej niż kobiety poruszali temat zdrowia psychicznego. Choć depresja poporodowa kojarzona jest z doświadczeniem kobiet, najnowsze badania wskazują, że obniżony dobrostan w okresie okołoporodowym dotyczy również mężczyzn. Ponieważ jednak czują się mniej „uprawnieni” do mówienia o kosztach i trudnościach, w efekcie milczą, a milczenie reprodukuje przekonanie, że opieka jest domeną kobiet. To jeden z najbardziej wyrazistych wniosków badań: problemem nie jest brak zaangażowania ojców, lecz brak języka i przestrzeni do wyrażenia tego doświadczenia. Ojcostwo pozostaje więc niewidzialną połową tej historii. Jako doświadczenie również w dyskursie akademickim ojcostwo jest słabiej osadzone niż macierzyństwo, tymczasem wzorce męskości uległy istotnej zmianie: od modelu skoncentrowanego wyłącznie na roli żywiciela rodziny do modelu zaangażowanego, obecnego ojca, który współdzieli odpowiedzialność opiekuńczą i emocjonalną. Ta zmiana nie zawsze znajduje jednak odzwierciedlenie w dominujących wyobrażeniach o karierze akademickiej.

Jednym z najciekawszych wniosków z rozmów z kobietami i mężczyznami jest fakt, iż po zostaniu rodzicami wiele z nich zaczęło pracować bardziej produktywnie. Rodzicielstwo wymusza lepsze zarządzanie czasem i energią – praca staje się bardziej skoncentrowana, a decyzje bardziej strategiczne. W efekcie nie tyle rośnie liczba podejmowanych aktywności, ile ich jakość i celowość. Analiza pokazuje jednak, że efekty rodzicielstwa są silnie zróżnicowane ze względu na płeć oraz organizację pracy opiekuńczej w parze.

„Premia za ojcostwo” jest wyraźniejsza tam, gdzie partnerka jest aktywna zawodowo, ale dla matek zatrudnienie partnera nie przekłada się na ich produktywność naukową, nie dostają „premii za macierzyństwo”. Ta nierównowaga wyraźnie pokazuje wagę podziału opieki i pracy w domu.

 

Poza badaniem rodziców, przyjrzeliśmy się także perspektywie kobiet i mężczyzn pracujących w akademii, którzy świadomie zdecydowali się nie mieć dzieci. Przyczyny tych decyzji są złożone i wynikają ze splotu uwarunkowań ekonomicznych, relacyjnych oraz światopoglądowych. Najczęściej padały argumenty niepewności finansowej, braku stabilności zatrudnienia, trudnościach mieszkaniowych i braku odpowiedniego partnera/partnerki. Bezdzietność nie jest zatem wyłącznie „wyborem stylu życia”, lecz często racjonalną odpowiedzią na warunki funkcjonowania młodych dorosłych w akademii. W wywiadach pojawiały się również motywy ekologiczne – przekonanie, że w obliczu kryzysu klimatycznego i przeludnienia świata decyzja o nieposiadaniu dzieci jest etycznie odpowiedzialna. Ten argument, choć ugruntowany moralnie, bywa także wyrazem głębszego poczucia niepewności wobec przyszłości społecznej i gospodarczej.

W niektórych wypowiedziach pojawiały się narracje „zastępcze”, w których relacje ze zwierzętami były traktowane jako forma „rodzicielstwa”, językowo wzmacniane neologizmami takimi jak „to moje psiecko/kociecko”. Tego rodzaju metaforyczne zrównania wymagają jednak ostrożności. Relacje ze zwierzętami mogą być głębokie i znaczące, uczą troski, odpowiedzialności i empatii, budują wrażliwość na potrzeby innej istoty oraz rozwijają kompetencje opiekuńcze. Jednocześnie utożsamianie relacji ze zwierzęciem z doświadczeniem rodzicielstwa jest problematyczne. Relacja rodzic–dziecko obejmuje współudział w rozwoju nowej osoby – jej dojrzewaniu poznawczym, językowym i społecznym – oraz długofalową odpowiedzialność o znacząco odmiennym wymiarze egzystencjalnym i społecznym. Zacieranie tych różnic przez język może prowadzić do trywializacji doświadczenia rodzicielstwa oraz do uproszczonych porównań na poziomie emocjonalnym.

 

Podsumowując, nasze wywiady potwierdzają, że doświadczenie rodzicielstwa jest silnie zróżnicowane i zależne od wielu nakładających się czynników: znaczenie mają nie tylko płeć, ale i wiek, etap kariery, status ekonomiczny, stabilność zatrudnienia, dostęp do instytucjonalnej opieki nad dziećmi, wsparcie partnera oraz szeroko rozumiany kapitał społeczny – sieci wsparcia, mentorzy, kultura organizacyjna uczelni czy polityka państwa.

Rodzicielstwo wygląda inaczej w systemie opartym na krótkich kontraktach, a inaczej w stabilnym modelu zatrudnienia. Inaczej w dużej metropolii z rozwiniętą infrastrukturą opiekuńczą, a jeszcze inaczej w regionach, gdzie ciężar opieki niemal całkowicie spoczywa na rodzinie. Koniec końców to nie samo „posiadanie dziecka” determinuje trajektorię kariery, lecz konfiguracja zasobów i ograniczeń, w jakiej dana osoba funkcjonuje.

Potrzebujemy odnaleźć bardziej wyważony język dla tej debaty. W przestrzeni publicznej doświadczenie rodzicielstwa często jest dziś przedstawiane w sposób skrajny – albo jako heroiczne poświęcenie, albo jako ograniczenie indywidualnej autonomii i stylu życia. Taka polaryzacja spłaszcza złożoność doświadczenia i sprzyja narracjom, które deprecjonują wartość dzieci jako dobro wspólne. Dlatego akademia jako instytucja kształtująca dyskurs publiczny powinna unikać zarówno idealizacji, jak i trywializacji rodzicielstwa. Nie chodzi o prowadzenie ideologicznej krucjaty, ale o sprzeciw wobec traktowania dzieci jako problemu organizacyjnego. Rodzicielstwo to jeden z fundamentalnych wymiarów życia społecznego, kluczowy do rozwoju, a nie obiekt ironii i wykluczenia.

Dlatego konieczne jest włączenie ojców w debatę o rodzicielstwie w akademii, i to nie jako „dodatkowy głos”, ale jako równoprawnych uczestników rozmowy o akademickich normach i odpowiedzialności opiekuńczej. Bez obecności mężczyzn dyskusja pozostanie niepełna, a zmiana kulturowa – powierzchowna. Dlatego także potrzebne jest odejście od modelu kariery opartego na nieprzerwanej intensyfikacji osiągnięć na rzecz podejścia umożliwiającego pracę w etapach, z przerwami oraz w zmiennym tempie rozwoju, bez automatycznego, systemowego umniejszania ich wartości.

Potrzebujemy kultury organizacyjnej, która nie odtwarza bezrefleksyjnie opowieści o „karze za macierzyństwo” ani nie sprowadza rodzicielstwa do kosztów i ograniczeń. Nie chodzi też o budowanie przeciwstawnej, równie uproszczonej opowieści o automatycznej „premii za ojcostwo”. Na uznaniu rodzicielstwa za część życia naukowców oraz na uznaniu jego zasadniczej roli dla rozwoju akademii nauka może jedynie zyskać. Może wtedy również nauczyć innych, jak robić to z sensem.

 

___

Artykuł badawczy dostępny jest w European Management Journal: https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S0263237326000290

Czytaj także